Blog thumbnail

Podsumowanie tygodnia #40

Podsumowanie tygodnia #40

Blog thumbnail

Cześć, 

40. tydzień za nami! Dla mnie to był krótki tydzień, bo w piątek miałem wolne, przeznaczone na czas rodzinny, ale o tym za moment. Jak sobie rozmyślam o tym, ze minęło już 40 tygodni, czyli 280 dni tego roku, i został realnie ostatni kwartał, to pojawia mi się wiele pytań. Takich związanych z biznesem własnym oraz etatem, wynikami itp. Pytań o to, czy to był dobry czas, co zrobiłem, czego nie zrobiłem, a co jeszcze chciałbym zrobić w tym pozostałym czasie. Ostatnio dużo pracuję z papierem (zeszyty, notatniki), odkładam na ten czas telefon. To powoduje oczywiście, że nie ma mnie na IG, a moja responsywność w odpowiedziach się wydłuża. To oczywiście ma pozytywny wpływ na plany, strategię i działanie, bo skupiam uwagę na rzeczach ważnych. Są jednak momenty zwątpienia i pustki totalnej. 

Ciemność, widzę ciemność. 

Ostatnie tygodnie to czas refleksji i rozkmin. O tym juz mówiłem w poprzednich tygodniach i myślę, że dalej jestem w tym procesie. Powoduje to mniej więcej tyle, ze mam w głowie pustkę i czuję niemoc. Mój backlog czy lista pomysłów jest na tyle długa, że chciałbym więcej niż mogę sam zrobić, a to z kolei powoduje zawieszenie. Nie mam pewności na czym się powinienem skupić i w efekcie zaczynam prokrastynować. To jest tak denerwujące, że chcesz iść do przodu, rozpisujesz sobie rzeczy, zaczynasz je robić i po chwili wpada kolejny pomysł, chcesz coś zmienić, poprawić… pojawia się perfekcjonizm i robota, zamiast iść do przodu, to po prostu stoi. 

Dlatego też więcej siedzę z papierem albo w trybie offline, bo pozwala mi to się skupić na pracy i konkretnych zadaniach. Wszystko, co nowe, wpada do zeszytu lub notesu i mogę oderwać się od myślenia i dalej pracować. Ostatnio mam w sobie tego więcej niż zwykle. Nie wiem, czym to jest spowodowane, ale… widzę to. 

Światełko w tunelu

Mam do zrealizowania jeszcze dwie ważne rzeczy w tym roku. Pierwsza to zrobienie trzech webinarów związanych z promocją programu Mój Przełomowy Rok. Kolejna, trzecia edycja startuje od stycznia, ale do końca roku można dołączyć. W tym roku startuje też opcja SOLO, czyli taka bez dodatkowych spotkań na żywo. Zakładam, że końcówka roku to jednak moment, w którym lepiej będzie poczekać na formę ADVENTURE, ale…to może tylko moje przekonanie. W rzeczywistości to czas pokaże. Z SOLO jest związane jeszcze dogranie i montaż kilku lekcji, bo są już nagrane. Jest kilka zmian vs ADV czy VIP. 

Cenowe zmiany

Druga sprawa związana z programem – w tym roku ceny za program będą rosły. Dlatego jak ktoś chce wystartować w programie, to lepiej fizycznie dołączyć w październiku niż grudniu. Będą trzy webinary i z każdym kolejnym będzie rosła cena. Dziś jest to 297 zł miesięcznie, a docelowo urośnie do 357 zł (czyli wzrost o 20%). W październiku cena będzie jeszcze „stara”, w listopadzie +10% i potem w grudniu +10%. Koszty narzędzi, platform, moja stawka i koszty prowadzenia działalności rosną i tak te dwie edycje były w stałej cenie. 

Dodatkowo – grupa Adventure nie jest duża, więc perspektywa biznesowa po prostu przestała się spinać, a to jednak jest super istotne. Zobaczymy jak będzie wyglądał ten rok. Widzę jak program działa na ludzi, co się zmienia w ich życiu i widzę, że ma on sens. Ktoś by pewnie mógł powiedzieć, że skoro tak, to program powinien być tańszy, żeby więcej osób mogło z niego skorzystać. Natomiast prawda jest taka, że mi zależy na tym, żeby każdy kto przychodzi do programu realnie się w niego angażował. To oznacza mniej więcej tyle, że mam świadomość, że kogoś może przerazić ta cena. Natomiast jak ktoś chce, to znajdzie sposób, albo skorzysta ze starej ceny albo napisze do mnie i będziemy rozmawiać. Dla chcącego nic trudnego. A realia są, jakie są. 

Skupienie pomaga

Jak zaczniesz skupiać się na zadaniach w formie „pracy głębokiej” opisanej w książce Cala Newporta czy koncepcji „Jednej rzeczy” osiągniesz wszystkie założenia. Kiedy siadasz na 3-4 godziny dziennie nad zadaniami, które po prostu musisz zrobić, to one Cię przybliżą do celu. Powiem więcej – jak znajdziesz przestrzeń raz w tygodniu na takie 3-4 godziny to pewnie osiągniesz więcej niż jak rozlejesz to na cały tydzień. W końcu potrzebujesz zrobić konkretne rzeczy, nie? Ja to widzę u siebie. To jest pisanie, nagrywanie, robienie scenariuszy, opracowanie planu webinarów, przygotowanie prezentacji, landing i masa innych rzeczy. Natomiast dzielę to na konkretne zadania, robię je po kolei. Jedno na raz, jak skończę biorę się za kolejne. Okazuje się, że więcej mogę osiągnąć dzięki temu. 

Czas i energia, to dwa skończone zasoby jakie mam do dyspozycji i muszę nimi dobrze dysponować. Nie jestem stary, ale widzę, że z każdym rokiem mam nieco inne możliwości. To oczywiście wynika też z mojego trybu życia. Im gorzej się prowadzę, tym gorzej mi coś zrobić, dlatego wprowadzam zmiany w swoje życie. Ja dziś potrzebuję złapać chwilę i ułożyć sobie rzeczy, wtedy mam efekty. Taki dzień na układanie rzeczy to u mnie niedziela. Wiem, co w danym tygodniu mam do zrobienia, wypisuję sobie te zadania, a potem planuję je w czasie. Nie ma tego bardzo dużo, bo mam jeszcze dużo zadań związanych z etatem. To też kosztuje energię. 

Planowanie odpoczynku

Jak widzisz – dużo jest planowania, dużo działania i dbania o energię. Planowanie odpoczynku również jest ważne. W ten weekend było bardzo aktywnie i rodzinnie. Byliśmy we czwórkę w Energylandii. Wycieczka rozpoczęła się w piątek, w niedziele powrót i cała sobota z atrakcjami. Ja bardzo lubię czas spędzony z rodzinką, więc wrzucam go do odpoczynku. 

Sama Energylandia jest zajebista. Naprawdę dużo możliwości dla każdego. Nie na wszystkie atrakcje mogliśmy wejść wszyscy. Judyta 134 cm nie łapała się na te większe, bo one są od 140 cm, a Dagmara z kolei nie mogą wchodzić na te powyżej 120 cm. Jednak 6 godzin spędzone na ogromnym terenie pozwoliło się zmęczyć, pośmiać i cudownie spędzić czas. Pogoda nam sprzyjała, dopiero w końcówce pobytu zrobiło się pochmurno i wietrzej, ale przez większość dnia świeciło słońce. 

Koniec sezonu = mniej ludzi, więc nie musieliśmy czekać zbyt długo, zeby wchodzić na poszczególne atrakcje. Max czas jaki czekaliśmy to koło 10-15 minut. A widać, że w sezonie to może być nawet godzina czekania! Szok! Ten wyjazd był prezentem jaki dostałem na urodziny od mojej przyjaciółki. Ona wie, że dla mnie czas z rodziną jest wyjątkowy, a samodzielnie pewnie bym nie wpadł na to, żeby tam pojechać. To cudowne mieć takich ludzi w swoim otoczeniu, którzy wiedzą, czego Ci potrzeba. Tak samo jest z masażami, na które lubię chodzić i jakoś mi czasem szkoda kasy. Takie prezenty maja dla mnie dużą wartość, bo najcześciej nie myślę o sobie w ten sposób. 

Weekend pełen wyrażeń i muszę powiedzieć, że niektóre z atrakcji przyprawiały mnie o palpitację serca. Ja mam lęk wysokości, do tego prędkość i szybkie zwroty powodowały szaleństwo błędnika. Były momenty, gdzie po kilku godzinach już czułem zawroty głowy. Nie byliśmy jeszcze na największych i najszybszych atrakcjach, bo chcieliśmy, żeby dzieciaki były z nami na wszystkim, więc na pewno jeszcze kiedyś wrócimy. Rok, dwa, aż dziewczynki złapią kilka centymetrów i będą mogły iść z nami. Wtedy na bank zaczniemy od najbardziej hardcorowych i będziemy schodzić na mniejsze. Strategia już jest ????. 

Kryzys twórczości

W ostatnim odcinku podcastu podzieliłem się moimi trudnościami z nagrywaniem. Wiele osób mówi, że średnio około 7 odcinków i podcast umiera. Ja nagrałem 18 i ten moment przyszedł również do mnie. Mimo, że miałem trochę materiałów już przygotowanych to jakoś zacząłem nagrywać i…po 20 minutach stwierdzałem, że to gówno i zaczynałem od nowa. W końcu nagrałem odcinek inny niż wszystkie. Włączyłem nagrywanie i po prostu mówiłem to, co się dzieje w mojej głowie. Bardzo osobliwe doświadczenie, trochę wstydliwe nawet. Poczułem się obnażony i nie byłem pewny, czy go opublikuję. W trakcie jednak wiele się zmieniło i wyszedł z tego bardzo prawdziwy odcinek.

Na kolejne mam już pomysł, więc mam nadzieję, że nie będzie to kolejna walka i zmaganie się ze sobą. Mam też potrzebę doproszenia gości do podcastu. Od początku zakładłem, że będą to odcinki solo oraz z gośćmi. Mam już listę i nawet zacząłem z kilkoma osobami rozmawiać. Najtrudniejsze to ogarnąć rzeczy czasowo. Zgranie kalendarzy i znalezienie terminów jest trudne. Tym bardziej, że większość z tych terminów musi być po godzinie 17.00, bo ludzie pracują. Na szczęście – dla chcącego nic trudnego, więc będą goście i terminy się znajdą. 

Co ciekawe – nie mam takiego kryzysu jeśli chodzi o pisanie podsumowań czy newslettera. Tutaj idę na biężąco i cały czas nowe tematy się pojawiają. Zmiany i ewolucja tego newslettera na przestrzeni tego roku jest spora, ale czuję, że idę w dobrym kierunku. Jeszcze mam do napisania kilka artykułów, ale czuję, że wszystko idzie w dobrą stronę. 

Teraz zapraszam do posłuchania ostatniego odcinka, a także wrzucenia swoich pomysłów na odcinki – jestem ciekaw, co Tobie chodzi po głowie 🙂 Zostaw komentarz albo napisz na podcast@robswoje_pl 

Automatyzuj 

Ostatnią rzeczą, jaką zrobiłem z tych istotnych, to mała automatyzacja i porządki w ramach Clickup. Podłączenie leadów, które generowane są z reklamy na FB oraz IG do mojego systemu zarządzania projektami bardzo pomaga. W zasadzie to nie rozumiem czemu Meta ma taki kwadratowy system. Ludzie wypełniają formularz i żeby się do tych danych dobrać, to trzeba się logować do systemu, robić export do jakiegoś XLS, wszystko jest zawsze pełnym eksportem, nie można robić iteracyjnych pobrań (czyli różnicy pomiędzy ostatnim pobraniem a kolejnym). Wkurzające na maksa. Na szczęście istnieją narzędzia pokroju Zapier, które pozwalają na proste roboty, które biorą dane z systemu Facebook Ads i są w stanie je wrzucić w Clickup. Proste, a dzięki temu mam wszystko jak na tacy, z terminami, numerami w formie zadań. Zbudowałem sobie małe workflow, ale jak masz do przerobienia 60-70 osób, to ilość czasu zaoszczędzona na tym wprowadzaniu jest jak 1 do 1. A dzieje się to poza mną i to za free. Użyłem do tego apki make.com polecam przetestować, bo po prostu działa. 

Do tego jest to wtedy centralne miejsce, gdzie dzieją się rzeczy. Mam tam swoje zadania związane z biznesem, tworzeniem treści, klientami i rozwojem produktów. Wszystko w jednym miejscu i dużo można tam automatyzować w ramach nawet samego Clickup. To też jedna z tych bardzo rozbudowanych aplikacji do zarządzania projektami. Nie zawsze jest potrzebna, aż taka opcja, ale dla mnie na tym etapie to już bardzo przydatne, że mam wszystko w jednym miejscu zamiast trzech. 

Będę testował jeszcze jedną automatyzcję dla tego workflow. Kidey klient nie jest gotowy na coaching, to mogę go przekierować do edukowania się i wyzwolić nowe flow zadań: jak zmieni się status w clickup na danym kliencie, to jego email zostanie przesłany do mailerlite, gdzie dostanie sekwencję maili o możliwościach rozwoju ze mną i nie tylko. Ciekaw jestem jak to zadziała!

Tyle na ten tydzień, jak minął Twój?

Leave your thought here

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Shopping cart

0

Brak produktów w koszyku.

Hit Enter to search or Esc key to close