Blog thumbnail

Podsumowanie tygodnia #33

Podsumowanie tygodnia #33

Blog thumbnail

Cześć,

Po półmetku stwierdzam, że teraz liczę czas do zdjęcia gipsu. Zostało 12 dni, a ja już nie mogę się doczekać! Mam też poczucie, że przez ostatni tydzień mam w sobie jakoś mniej przemyśleń…jakiś był „leniwszy” chyba. Choć jak spojrzę w kalendarz i zadania, to nie jest aż tak źle, ale jednak mało mam „bogatych” przemyśleń. 

W zasadzie to można by się zastanowić, co takiego dzieje się, że jeden tydzień oceniam jako bogaty, a inny jako nieco uboższy…co na to wpływa? W jednym i drugim w dużej mierze żyję na kanapie, a jednak ocena jest zupełnie inna… Myśl do dalszej analizy (może nawet w trakcie pisania). 

Powroty! 

Po pierwsze ważny kamień milowy tego tygodnia – wróciły dziewczynki! Z obozu, od babci i powoli będziemy zaczynać wracać do rzeczywistości. Czekają je półkolonie w Warszawie, co jest takim trochę elementem wracania do rzeczywistości zakończenia wakacji. Wstajemy rano, tak żeby na 9 je odwieźć i odebrać około 16-17. Teraz, jak o tym myślę, to byłby idealny koniec wakacji, a tak jeszcze ten ostatni tydzień jadą skorzystać z pogody u babci na działce. 

W tym, że dziewczynki wróciły jest coś ważnego… jako rodzic pewnie mogę wypowiedzieć śmiałą tezę. „Każdy rodzic cieszy się jak dzieci wyjeżdżają”. I pewnie każdy tak samo szybko zaczyna za nimi tęsknić. Dla mnie rozłąka na kilka dni to taki max gdzie „odpoczywam”, potem to już jest takie…niby fajnie, ale mogą już wracać. W moim życiu dziewczynki są ogromem inspiracji, miłości i radości. Źródło tych wszystkich pięknych chwil, uczuć i emocji. Spędzanie czasu z nimi obiema jest cudowne, ale tak samo z każdą z osobna. Tym razem, jak Judyta była na obozie, to była tylko Dagmara. Cudowny czas z jedną z córek. 

Sistars

To hasło z bajki o Harmidomu, tak mówił na siostry Hirek (brat dla 10 sióstr). Tak też widzę nasze dwie córki, które względem siebie również są sobie bliskie. Miałem nawet taką myśl, że chciałbym, żeby to, co mają teraz, przetrwało do dorosłości. Jak patrzę na nie, jak się wspierają, pomagają sobie, czasem walczą, ale na ogół są dla siebie kochane, to naprawdę czuję spełnienie. Rozłąka przez te kilka dni dała również i im coś nowego. To takie nowe doświadczenie, naprawdę za kimś tęsknić. Nie jest ono pierwsze, ale też nie zdarza się często. W zasadzie to raz w roku w okolicach właśnie wakacji. 

Bycie rodzicem to mega wymagający stan. Piękny i straszny zarazem. Z jednej strony uwielbiasz te istoty, a z drugiej czasami masz ochotę udusić. Z każdym rokiem zmienia się właściwie wszystko. Każda z granic, każda sytuacja jest inna. Rozumienie świata zmienia, dojrzewają, doświadczają wpływu otoczenia, które również bardzo się zmienia. Dzieci testują swoich rodziców (i całe otoczenie) do granic, a często też te granice przesuwają i przekraczają. To znów materiał do wzięcia dla rodzica. Przynajmniej ja na to tak patrzę. Dopóki jakaś fizyczna czy psychiczna krzywda się nie dzieje, to po prostu doświadczenia. Staram się, aby były jak najlepsze, ale oczywistym jest, że żaden rodzic nie uchroni dziecka przed wszystkim. To taka chęć ochrony przed światem, ale prawda jest taka, że ludzie po prostu uczą się na doświadczeniach. 

Jak niewiele potrzeba

Grunt to stworzyć dobre otoczenie, które będzie sprzyjało wyciąganiu wniosków i budowaniu świadomości tego, co się działo. Zarówno dla dzieci, jak i dla siebie. Już w poprzednich podsumowaniach i newsletterach pisałem o tym. Mało czasu spędzamy na wyciąganiu wniosków i takim „myśleniu strategicznym” o naszym życiu. Dziś jak o tym myślę, to mam poczucie, że to jest w pewnym sensie źródło szczęścia w życiu. 

Kiedy tak sobie o tym myślę, gdzie jestem, co osiągnąłem, jakie mam otoczenie, patrzę na moją rodzinę, to przepełnia mnie miłość, wdzięczność i radość. Tak niewiele potrzeba, żeby dostrzeć jak wiele w życiu się ma. Nie sądzisz? Życie jest i długie i krótkie, zależy od perspektywy i miejsca, gdzie się jest. Wiedząc, że jest kruche, tym łatwiej dostrzegać wartość i wdzięczność. Warto jest brać z życia maksimum, bo jak to powiedziała Mae West, “You only live once, but if you do it right, once is enough.” O tyle jestem bogatszy po tym tygodniu. Śmiech dziewczynek, które w domu grają lotkami badmintona i hihrają się za każdym razem, jak lotka spadnie na moją głowę, daje mi poczucie, że to wystarcza. 

Kaznodzieja Jakub 

Czasami mam poczucie, że jestem niepoprawnym romantykiem, a czasami jak czytam to, co piszę, to przekaz zdaje mi się wyniosły. W pierwszej edycji programu Mój Przełomowy Rok ten ton sam nazwałem kaznodziejskim. Tak powstał Kaznodzieja Jakub w mojej głowie. Nie wiem na ile to takie jest, ale czasami odnoszę wrażenie jakiegoś oderwania od tej fizyczności. 

Oczywiście to tylko moje przekonania, ale muszę przyznać, że lubię to. Dla mnie ten zbiór przemyśleń i możliwość podzielenia się tym, jest pewnego rodzaju spełnieniem. Nie mam pewności nawet dziś, czy ktoś to czyta (jeśli to czytasz, to daj znać w komentarzu, co o tym sądzisz), ale wiem, że ja chce, aby te myśli były opublikowane. Może kiedyś, ktoś trafi na to podsumowanie i powie, że zainspirowało jego lub ją do przemyśleń. Wtedy ten „wysiłek” będzie miał sens. Jedna osoba, która się tym zainspiruje to dla mnie wystarczająca zapłata… Zatem bierzcie z tego wszyscy… 🙂 

Nie tylko słowem człowiek żyje

Poza tym jest jeszcze część zadaniowo/projektowa, która, jak co tydzień, w przeciwieństwem do mnie, nie leży odłogiem. Ten tydzień to pisanie scenariuszy do lekcji w programie MPR. To nagrywki i próby przygotowania reklamy pod proces coachingowy. Dziś szukam nowych klientów, żeby pracować z nimi nad ich wyzwaniami i problemami. Coaching to cudowna metoda, która naprawdę pomaga znaleźć w sobie odpowiedzi. W trakcie przygotowań do reklamy zdałem sobie również sprawę (nie sam, z pomocą), że przez niezbyt korzystny wydźwięk coachingu w Polsce, wiele osób kompletnie nie wie, jak ten proces wygląda. 

To też dla mnie lekcja, że warto to dobrze opisać na stronie, tym bardziej, że trwają prace nad nową jej wersją, gdzie trzeba to będzie dobrze opisać i przygotować. Będzie też wersja wideo, bo uważam, że dziś warto przygotowywać treści we wszystkich opcjach. Jedni lubią czytać, inni oglądać, a jeszcze inni słuchać, dlatego odcinek podcastu również w tym temacie się pojawi. Chciałbym jednak o tym pogadać z gościem, bo zachwalanie procesu przeze mnie jest mało wiarygodne. Ja sam wiem, ile dał mi coaching. Znam przykłady osób, które również doświadczyły dużo dobrego i zmieniły swoje życie. Ja natomiast miałem przerwę w przyjmowaniu klientów. Głównie z uwagi na inne aktywności, program, zmianę pracy, rodzinę. Dziś już mam to poukładane, dzięki czemu mogę skupić się na szukaniu klientów, którzy chcą się rozwijać w takim trybie 1 na 1. 

Wizyta w biurze

Byłem też w mojej przestrzeni na chwilę, podlać kwiatek i wziąć ksiązki, które odkładałem od pewnego czasu. Musiałem też wziąć dane z dysku zewnętrznego, bo gdzieś straciłem nagrania i pliki wideo, które były online, ale…ich nie ma. Była chwila pogadać z sąsiadami z biura i schłodzić się w ich klimatyzowanym pokoju. Te upały da się odczuć jak się jest w 20m2 przy zamkniętych oknach. Dosłownie jest gorzej jak w saunie!

Fakt w takie upały, przy nagraniach, lepiej zamknąć okno, bo hałasy z zewnątrz zapisują się na nagraniu. Czasami trzeba się przemęczyć. Fajnie było wrócić na chwilę do mojej osobistej pieczary, która jest synonimem mojej produktywności. Tak bardzo lubię i doceniam to miejsce, że mimo iż w mojej głowie już zaczynam szukać nowej przestrzeni, to stwierdzam, że to miejsce będzie zawsze dla mnie wyjątkowe. To tam urodziło się wiele pomysłów i jeszcze więcej zostało zrealizowanych. Jednym z nim jest podcast – a jak wiadomo ten cały czas powstaje. Odcinek #13 to ostatni odcinek mini serii o PDMP czyli procesie – Planuj, Działaj, Monitoruj, Podsumowywuj.

Studio/Biuro

A jak tylko finansowo się odkuję to pewnie będę szukał innej przestrzeni. Szacuje, że to będzie dopiero w przyszłym roku, ale wiem, że prędzej niż później mnie to czeka. Na razie miejscówka jest zacna i jest mi dobrze, ale w związku z rozwojem przestrzeni studyjnej potrzebuję nieco więcej miejsca. Nagrania i podcast jeszcze są ok, ale chciałbym zwiększyć nieco intensywność tworzenia materiałów, a tu jest trochę ciężko ponieważ lokal jest bardzo niski i nieco zagracony. Do tego układ jest…ograniczony. 

Na razie jednak jeszcze wstrzymuje się i staram się nie rozpraszać myślami o tym, co będzie za rok. Na razie mam do zrobienia kilkadziesiąt nagrań. Lekcji programu, 3 kursów online oraz podcastu z gośćmi. W planie jest dość intensywnie, a przecież jeszcze etat! Idealnie by było znaleźć kogoś do montażu, natomiast to kosztuje, więc najpierw trzeba zarobić, żeby potem móc delegować pewne zadania. Czeka mnie to prędzej niż później, ale na razie jeszcze muszę pewne rzeczy skleić samodzielnie. 

Szkolenia

Chodzą też za mną pomysły powrotu do organizacji szkoleń. Najchętniej stacjonarnych, ale wiem, że na ten moment to nie jest najlepszy z pomysłów, więc rozważam opcję online. Mała grupa warsztatowa ~12 osób, pozwoli na wniesienie dużej wartości w nauczenie się i przetestowanie pewnych rzeczy. Będę musiał jednak nieco przerobić szkolenie na bardziej warsztatową wersję, ale czuję, że to będzie tylko z benefitem dla wszystkich (w tym dla mnie). Jako (ex) Pan Produktywny mam dalej chęć mówić i uczyć dobrej organizacji życia. Oczywiście nie tylko to, ale ten materiał mam gotowy i wiem, że działa, bo miałem okazję go realizować już na sali szkoleniowej i nie tylko. Feedback był naprawdę dobry, więc może czas wrócić?

Mam wewnętrzną potrzebę dzielenia się wiedzą i pomagania w ogarnięciu się. Z drugiej strony czasem wręcz pojawiają się we mnie takie emocje jak irytacja, frustracja, wkurwienie wręcz kiedy widzę, jak ludzie ludzie nie korzystają ze swojego potencjału. Ja bym chciał, żeby każdy miał szansę i naprawdę wziął odpowiedzialności za swoje życie i zaczął działać. Ta moja wewnętrzna misja jest jakaś silniejsza ostatnio. A jednak jeszcze 2 tygodnie zwolnienia… na szczęście przygotowuje się do startu i naprawdę wejścia na wyższy poziom. 

ServiceNow

Jest jeszcze temat pracy etatowej. Tutaj też jestem niemalże 2 miesiące w plecy z pracą. Mimo, że pewne rzeczy się dzieją i są takie na dobrej drodze, to mam poczucie, że mogłoby się dziać więcej. Ostatnio kolega zamknął duży projekt i podratował wyniki, patrząc na zespół. Nie zwalnia to jednak nas wszystkich z tego, żeby zrobić swój target. Ja przynajmniej tak patrzę na to ze swojej strony. 

Są otwarte projekty, pewne będą się domykać za chwilę, ale jednak…brakuje czegoś większego i bardziej spektakularnego. Mam nadzieję, że to się niebawem zmieni. Do tego mamy jeszcze we wrześniu wyjazd szkoleniowo/integracyjny oraz duże wydarzenie związane ze społecznością ServiceNow w Polsce. 21.09 będzie konferencja/spotkanie z partnerami, klientami no i nami – przedstawicielami ServiceNow w Polsce. Impreza ma szansę dobić w tym roku do 250 osób, co jest nie lada wyzwaniem. Ja sam też się włączyłem w pomoc jako “wolontariusz”, bo mam już swoje doświadczenia w tym temacie z czasów PMI. Dlatego angażuję się na tyle, na ile mogę, bo wiem, że to może być więcej etat! Natomiast z uwagi na zwolnienie w tym temacie nie jest dobrą pomocą.

Strach 

Jest jeszcze jedna rzecz – ten stan w jakim się aktualnie znajduję, jest bardzo wygodny. Mam ogromne wsparcie w domu, dziewczyny naprawdę o mnie dbają, w ogóle jak gdzieś wyjdę z domu to spotyka mnie dużo wsparcia, pomocy itp. To takie przyjemne – jesteś na zwolnieniu, nie pracujesz, robisz co chcesz w domu (choć pewnie niejedna osoba powie, że to, co robię, to praca). To jest bardzo wygodne. Na myśl, że teraz każdy kolejny dzień będzie powrotem do rutyny, aż mi się trochę nie chce. Z drugiej jednak strony – nie mogę się doczekać kiedy już „stanę na nogi”. Wewnętrzne rozdarcie. 

To samo widzę u dziewczynek: wakacje, to taki okres rozleniwienia się i czuję, że jestem w tym samym miejscu. Pierwszy raz od bardzo dawna mam tak długi okres odpoczynku i uziemienia. W zasadzie, żeby nie skłamać to pierwszy miesiąc bez pracy od…2005 roku! Czuję wewnętrznie, że to prawdziwy czas odpoczynku i relaksu. 

Odpoczynek

Przykucie do łóżka na tak długo to na pewno pierwszy raz. Chyba utwierdza się we mnie przekonanie, że ja nie umiem odpoczywać. Nie umiem nic nie robić. Chociaż, Urszula przekonała mnie do poczytania opowiadań „Zazdrość” – Jo Nesbø. Znów dowód, czytam w 99% książki rozwojowe, biografie, i inne specjalistyczne. Mało czytam dla przyjemności, takich właśnie opowiadań i historii. Akurat to też było o emocjach i myślę sobie, że w sumie też coś dla siebie wyciągam. To jednak inne czytanie. Wciągające, gdzie po prostu chcesz wiedzieć co będzie dalej. Kto zabił, czy zabił, a na koniec wielki twist! Ostatnio od Magdaleny dostałem komplet opowiadań Wiedźmina, bo rozmawialiśmy o tym, że chciałbym wrócić do sagi i odświeżyć sobie oryginalną historię Geralta. Myślę, że w nadchodzących dniach jeszcze odpalę je do poczytania. W ramach złamania modelu ciągłej pracy i rozwoju. 

Dla jasności – nie jestem cyborgiem i nie jest tak, że ja tylko pracuje, chociaż niektórzy tak to postrzegają. Nie mówię już o obecnej sytuacji, tylko normalnie. Dzielę się tymi przemyśleniami, bo dostrzegam teraz takie rzeczy, ale jednak mam w sobie poczucie, że zachowuję bardzo zdrowy balans. Biorę to, co akurat mi służy i daje dużo radości. Dobrze jest powiedzieć o tym głośno. Przyznać się przed samym sobą, że są obszary do poprawy i tym razem chodzi o robienie rzeczy tylko dla siebie. Dla przyjemności i słodkiej próżności. 

To chyba tyle na dziś! 

Leave your thought here

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Shopping cart

0

Brak produktów w koszyku.

Hit Enter to search or Esc key to close